Część 5
Mike:
Leżąc w łóżku rozmyślam nad ostatnimi zdarzeniami. Między mną, a Chesterem nigdy nie będzie tak samo.
To nawet lepiej, mam go dość. Wiecznie jest poszkodowany, wszystko kręci się wokół niego, Wiecznie jestem na drugim planie... Chwila, czy to... czy to telefon? O tej porze? Moja żona Anna poruszyła się niespokojnie obok mnie.
- Śpij, ja pójdę.
Powiedziałem krótko i pocałowałem ją w policzek. Powoli wyszedłem z łóżka przeszedłem przez salon aż do telefonu w korytarzu.
- Halo?
- M-mike? tto ja Talinda... Wiesz gdzie jest Ches...
Poczułem nagłą złość, zacząłem krzyczeć do słuchawki.
-NIE, NIE WIEM GDZIE JEST CHESTER! MOŻE POSZEDŁ SIĘ NAPIERDOLIĆ ALBO KTOŚ GO ZAMORDOWAŁ, GÓWNO MNIE TO OBCHODZI!
Trzasnąłem słuchawką tak, że reszta telefonu spadła z haczyka na ścianie i roztrzaskała się o posadzkę. Anna już biegła do mnie przestraszona.
- Kto dzwonił?
- Eee... Talinda...
- Talinda? To na nią tak krzyczałeś?! Co się stało?
- Chyba chciała się zapytać czy wiem gdzie jest Chaz.
- Nie rozumiem...
- No.. pokłóciłem się z Chesterem i trochę się uniosłem.
- Mikey! Ona musi być teraz przerażona. Powiedziałeś, że ktoś mógł go zamordować, czy ty jesteś nienormalny?!
- Ona wie, że nie mówiłem poważnie.
- Och, daj spokój! Gdyby mnie nie było cały dzień w domu, a ktoś powiedziałby ci, że mogę już nie żyć to jak byś się czuł?
- Cóż... z tej perspektywy....
Szybko wyjęła telefon, wybrała numer i poszła do salonu. Świetnie! Teraz przez Chestera będę się kłócił z żoną! Mimo to poszedłem za nią i usłyszałem skrawki rozmowy:
- Spokojnie... nie przyjechał do domu? Tak, poproszę go.
Rozłączyła się. I podeszła do mnie.
- Proszę, jedź do studia i zobacz, czy tam go nie ma.
- Ale...
- Proszę, i zadzwoń do reszty zespołu... może oni coś wiedzą.
- Dobrze już idę.
Ze złością trzasnąłem drzwiami i wsiadłem do samochodu. Po drodze do studia zadzwoniłem do chłopaków. Brad postanowił spotkać się ze mną na miejscu. Dojechałem pierwszy, ale to co zobaczyłem wcale nie przypominało, tego co było tu kilka godzin temu... Moim oczom ukazał się pusty, zdewastowany budynek z powybijanymi oknami. Usłyszałem szybkie kroki.
- Co tu się...
Brad nie dokończył zapewne widząc moją minę pod tytułem : "WTF?!". Znów zaczął biec w kierunku studia. Mocno zdezorientowany powlokłem się za nim nie kontrolując swoich ruchów. Drzwi sforsowane, po sprzęcie ani śladu, szyby okien w kawałkach. To studio to całe moje życie! Mój przyjaciel chyba nie zdawał sobie sprawy z tego co się stało, bo po chwili powiedział:
- Chestera tu chyba nie ma. Sprawdzę czy jest jego samochód.
Po czym wybiegł z pomieszczenia, które kiedyś było naszym "pokojem nagrań". Czy on wcale się tym nie przejmuje?! Tutaj spędzałem każdą wolną chwilę, tutaj pracowałem, spotykałem się z przyjaciółmi. Można by powiedzieć: Tutaj żyłem.
- MIKE!
Usłyszałem wrzaski i za ich śladem doszedłem do tylnego wyjścia. Przerażona mina Brada nie była głównym celem wycieczki. Na betonowej posadzce leżał Chaz. Nieprzytomny, otoczony kałużą krwi. Nic się teraz nie liczyło, NIC. Ani moja kłótnia z Ann ani zdemolowane studio. Sięgnąłem po komórkę cały się trzęsąc zadzwoniłem po karetkę. Delson w tym czasie też dzwonił, ale do Tal. Powiedział żeby przyjechała natychmiast do studia, bo znaleźliśmy Chestera. I nic więcej. Sam lepiej bym tego nie odegrał. Następne wydarzenia potoczyły się w przyspieszonym tempie. Upewniliśmy się, że nasz przyjaciel żyje i oddycha. Przyjechała Tal, zaraz po niej karetka i zabrała ich obydwoje.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
No cóż.... coś się dzieje ;)
Ojej biedny Chester :( mam nadzieję, że nic mu nie będzie, czekam na kolejny rozdział pełen emocji :-)
OdpowiedzUsuńRozdział się tworzy, nie wiem czy będzie "pełen emocji" ale robię wszystko co mogę ;)
Usuń