Część 7
Nareszcie, wyszedłem ze szpitala! Co prawda na własne życzenie, ale czy ktoś musi o tym wiedzieć? Jednak ktoś musi.... Zaczyna sie, dopiero wróciłem, a już chcą mnie odesłać z powrotem. To mają być kumple?!
Phoenix: Chester nie możesz wypisywać się ze szpitala kiedy akurat zachce ci się wyjść!
Brad: miałeś poważny wypadek człowieku.
Joe: Czy ktoś widział moje frytki?!
Rob: Oszalałeś, prawda?
- NIE! Ale jak sie nie zamkniecie to oszaleje! Dajcie mi spokój. Wiem co robię, czuję się dobrze, więc w czym problem?!
I w tej właśnie chwili Mike wszedł do studia. Właściwie nie jestem pewien czy nie przysłuchiwał się naszej rozmowie, bo po chwili stwierdził:
- W tym problem, że jak się rozsypiesz to nie będziemy cię zbierać... Dosłownie.
Joe: Nie, w ty problem, że ktoś zeżarł mi frytki! A w ogóle, jeżeli moje zdanie się liczy to Chaz chyba wie co robi, no nie? W końcu ryzykuje własne zdrowie.
-Tak! Ktoś tu jednak mnie rozumie, dzięki Joe.
- Nie ma sprawy, wisisz mi frytki.
Resztę czasu spędziliśmy dosyć tradycyjnie na pisaniu tekstów, ale jakoś nikt nie garnął się do rozmowy. Wieczorem Brad troche pobrzdąkał na gitarze i chłopaki zaczęli się rozjeżdżać. Najpierw Rob twierdząc, że "ma ważną sprawę na mieście", po nim kolejno Dave, Mike i Brad. Joe miał już wychodzić, ale zatrzymałem go pytaniem:
- Na serio myślisz, że dobrze robię? No wiesz, wypisując sie ze szpitala...
- Jasne, że nie zrobiłem to tylko dla frytek. Twoje życie, twoje wybory...no, i..ee... moje frytki. Tyle w tej kwestii. Wychodzisz? Na twoim miejscu nie zostawałbym kolejny raz sam w studiu.
- Tak, tylko pozbieram rzeczy i idę za jakieś 5 minut.
- Ok, do zobaczenia jutro. A, i jak znając twoje szczęście, a właściwie anty-szczęście to postaraj się nie wpaść pod pociąg, tramwaj czy cokolwiek. Trzeba by jutro coś nagrać, a głowa będzie ci chyba potrzebna.
- Ta, dzięki.
Uśmiechnęliśmy sie do siebie i już go nie było. Miło mieć choć jednego przyjaciela, który wierzy, że wiesz co robisz. Miałem zbierać graty, no tak. Ok, gitara, notes, torba, kluczyki...chyba wszystko jest. Jeszcze oczywiście telefon i można ruszać.
*** Jezu jak ja tęskniłem za tym domem. Za łóżkiem, za szczękiem klucza w pół rozwalonym zamku, nawet za tym cholernym gołębiem, który nie raz "zbombardował" mnie z dachu. Tak, to dziwne, ale prawdziwe. Wchodzić do domu i czuć ciepło. O tym marzyłem od tygodnia. Nadal stałbym w przedpokoju jak pajac, gdyby nie Tal...
- Nie śpisz?
- Nie, czemu wypisałeś się ze szpitala?! Miałeś poważne obrażenia, dobrze sie czujesz?
- Kochanie, czuję się wspaniale. Szczerze myślałem, że raczej ucieszysz sie na mój widok. Ale nie przejmuj się zdążyłem przywyknąć. Nawet nie wiesz jaką mieli "radochę" na mój widok moi drodzy przyjaciele.
- Daj spokój. Wiesz, że się ciesze, tylko się martwię. Powinieneś dbać o siebie.
- I będę. Tylko w domu. Zresztą, w domu będzie mi to szło o wiele lepiej zobaczysz. To co, jest ok?
- No dobrze, jest ok.
- Skoro jest ok, to zapraszam do sypialni. Wiesz, że według mnie zawsze wyglądasz olśniewająco. Tylko się zastanawiam czy w tym tygodniu w ogóle spałaś.
- Nie musisz ukrywać, że wyglądam jak zombie. Doskonale o tym wiem.
- Jak mówiłem, zawsze wyglądasz olśniewająco.
Oboje wybuchliśmy śmiechem. Jak dobrze być w domu.
----------------------------------------------------------------------
tak mnie jakoś naszło na pisanie. Wydaje mi się
albo rozdział jest nieco dłuższy niż pozostałe. ;)
"Czy ktoś widział moje frytki?!"
OdpowiedzUsuńOch, Joe xD
Ten. Rozdział. Wymiata. Serio.
Pierwszy rozdział tak się wahał, ale potem udowodniłaś, że masz talent. Rozwijaj go, bo ja nie to Cię znajdę i uduszę swoimi własnymi rękoma. Em, co jeszcze. Ten rozdział najlepszy.
Zapraszam do siebie ;) Pozdrawiam i weny!
Rozdział mi się spodobał. Jak zwykle Joe z jedzeniem. Haha. xD
OdpowiedzUsuńNo nic. Pozdrawiam, zapraszam do siebie i czekam na następny. :)
Świetnie jest.Chłopaki kochani się nim przejmują.Powinien oberwać i to porządnie bo kto normalny wypisuje sie po poważnym wypadku?'! Tak potrafi tylko Chester.No a Joe jak zwykle o jedzeniu.On sie chyba nigdy nie zmieni.Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.Czekam cierpliwie na następny rozdział i zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńcauseimonlyacrackinthiscastleofglass.blogspot.com/?m=1
Tematyka bloga zapewne nie jest ci obca.