wtorek, 4 lutego 2014

                                                                       Część 3

Siedzieliśmy oboje zajmujący się swoją pracą. Ta cisza... Przerażająca, głucha cisza nie dawała mi spokoju.
Czułem, że muszę coś powiedzieć, ale nie miałem pojęcia co. Nagle uśmiech zagościł na mojej twarzy choć wcale nie było mi do śmiechu. Upewniłem się, Mike tego nie zobaczył, więc mogłem myśleć dalej. To zabawne, że zawsze coś mówię, zawsze mam jakiś pomysł nawet jeżeli nie powinienem się czasami odzywać. Teraz chyba pierwszy raz w życiu nie mam nic do powiedzenia.Czuję jak w głowie kłębi mi się mnóstwo pytań. Przeprosić go? Ale za co? Za to, że powiedziałem to co myślę? Za to, że pracowałem ze wszystkimi i robiłem to co umiem najlepiej? Nie, to nie ma sensu. Tak samo bezsensowne jest dalej przekonywać go o dobrym stanie piosenki, z którą nadal się męczymy. Z pewnością chciałem podkreślić swoją obecność. Przecież ja wciąż tu jestem, wciąż próbuje pomóc mu skończyć ten kawałek. Chciałem żeby to zobaczył i widział, że nie tylko on sam pracuje. Jak pewnie teraz myślli.
- Chaz...
Usłyszałem i gwałtownie obróciłem się na krześle. Teraz siedziałem do niego przodem.
- Może rzeczywiście trochę przesadzam. No, ale...
-TROCHĘ?!
Wypaliłem tak gwałtownie, że przyjaciel wbił we mnie wzrok. Miałem się z nim nie kłócić, ale nie mogłem się powstrzymać. Strasznie działał mi na nerwy. Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, czułem się strasznie niezręcznie. Jakbym nie zrobił tego, czego ode mnie oczekiwano...
- No dobra BARDZO przesadzam, ale zrozum, to ja jestem tak jakby wydawcą tej płyty i...
Do mojej głowy napływały coraz gwałtowniejsze fale gniewu, mimo to pozwoliłem mu dokończyć.
- i czuję się za nią odpowiedzialny. Za to czy spodoba się fanom, czy nie. Dlatego..może w przeciwieństwie do niektórych... trochę bardziej się staram...
Ja nie wytrzymam, teraz będzie mi wmawiał, że nikt prócz niego nie starał się nad NASZĄ WSPÓLNĄ płytą! Widząc moją minę dodał szybko:
- Oczywiście doceniam to, że przychodzicie i nagrywacie ze mną, ale...
Nie, teraz przesadził. Docenia, że mu pomagamy?! To już dla mnie za dużo, musiałem zareagować.
- Chwila, TY jesteś wydawcą tej płyty tak?!
- No nie, ale czuję się za nią odpowiedzialny i...
- I co?! Myślisz, że mi i chłopakom na niej nie zależy?! To Linkin Park jest odpowiedzialny za tę płytę, nie tylko ty, nie tylko ja, tylko Linkin Park! Cały zespół pracuje! Wszyscy harują tak jak ty! Ale jesteś  przekonany, że umiemy wszystko tylko spieprzyć! I oczywiście TYLKO TY robisz coś pożytecznego, a my przychodzimy tu, żeby ci się poprzyglądać! My się opierdzielamy, nie robimy zupełnie NIC, a ty robisz WSZYSTKO za nas! Tak myślisz prawda?!
Wpatrywał mi się z przerażeniem i uwagą, zupełnie jak Talinda tego rana... Nie mogłem teraz o tym myśleć, byłem zbyt wkurzony. Powiedziałem mu o wiele więcej niż chciałem, ale byłem dziwnie zadowolony z słów które wyrwały mi się z ust mimochodem.
- Wcale nie, tylko... Ja nie wiedziałem, nie myślałem, że z waszej perspektywy tak to wygląda. Chciałem tylko zdążyć na czas.
- Zdążylibyśmy, gdybyś wiecznie się na nas nie wydzierał! jesteśmy przecież zespołem! Ha, komu ja to mówię. Ty zapomniałeś już jak wygląda praca zespołowa.
Chyba trafiłem w czuły punkt, bo Mike wybuchł niespodziewanie.
-Ja się na ciebie wydzieram?! A kto zaczął mi wmawiać, że podobno "Jestem przekonany, że umiecie tylko wszystko spieprzyć"? Mówisz, że to ja zapomniałem jak się pracuje w zespole, tak? 
Na to nie byłem przygotowany...Bo jak właściwie odpowiedzieć na swoje słowa? Wiedziałem, że się myli, ale jak mu to powiedzieć?! Widząc moją bezradność pokręcił głową i zrobił znaczącą minę.Tak jest, przegrałem tę walkę...
- Nie chcę cię widzieć, już nigdy więcej!
Rzucił za siebie trzaskając drzwiami.
- I vice versa!
zawołałem za nim. Nic nie odpowiedział, ale jestem pewien, że to usłyszał. Poczułem się troche lepiej. To uczucie jednak nie trwało zbyt długo.
Nie chciałem go aż tak wpienić, ale z drugiej strony dobrze zareagowałem. Nie może myśleć o nas jak o bezużytecznych leniach korzystających z jego pracy. W końcu jesteśmy przyjaciółmi... może byliśmy...usłyszałem dźwięk samochodu ruszającego z wielką siłą i wyjeżdżającego z parkingu przed studiem. Zostałem sam z moimi wciąż splątanymi myślami.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie wyszedł mi ten rozdział, ale w końcu go napisałam. Może komuś się spodoba (mam taką nadzieję) ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz